Opowieści

Terapia czaszkowo – krzyżowa

Opracowała
w dniu
15 kwietnia 2020

Po kilkuletniej pracy nad sobą w kontekście psychologicznym zapragnęłam zintegrowania ciała i umysłu. Miałam jogę, która dużo mi dawała w tej kwestii. Jednak czułam, że potrzebuję jeszcze czegoś. Czegoś, czego jeszcze nie znałam, zupełnej nowości. I tak natrafiła mi się terapia czaszkowo – krzyżowa.

W tematykę wpływu takiej terapii na organizm wprowadziła mnie moja koleżanka z pracy – Kasia. Kasia była już po takim spotkaniu i jej opowieść o tym jak się czuła, przekonała mnie do spróbowania. Wzięłam od Kasi namiary na terapeutkę i tak to się zaczęło. A teraz trochę teorii…

Czym jest terapia czaszkowo – krzyżowa?

Jak wynika z ogólnodostępnych informacji oraz tych uzyskanych od mojej terapeutki, jest to system terapeutyczny, który rozwinęli amerykańscy lekarze. Założeniem tego systemu jest, że pod wpływem czynników fizycznych i psychicznych, w organizmie mogą powstawać blokady energetyczne, powodujące jego nieprawidłowe funkcjonowanie. Natomiast, terapia odblokowuje energię. Dzieje się tak, ponieważ ciało człowieka jest ze sobą połączone, a osią tego systemu jest układ czaszkowo – krzyżowy. Nasz mózg opływa płyn, który powoduje, że ten się rusza, a taki ruch przenoszony jest na nasze kości. Takie minimalne drgania na szwach czaszki, wpływają poprzez oponę twardą na ruch kości krzyżowej. 

Rytm, z jakim płynie płyn mózgowo – rdzeniowy, zgodnie z którym poruszane są kości czaszki, nazwano oddechem życia. A zaburzenia tego rytmu mogą wywoływać nieprawidłową pracę układu nerwowego, hormonalnego, immunologicznego. Przywrócenie właściwej pulsacji, przywraca stan równowagi organizmu. 

I takie też jest zadanie terapeuty, przywrócenie organizmowi właściwej pulsacji, a właściwie przypomnienie, że samodzielnie może się uzdrowić. Za pomocą bardzo delikatnego dotyku obserwuje napięcia i blokady występujące w ciele. Przez dotyk rozluźnia te napięcia. Terapeuta potrzebuje szczegółowej wiedzy o anatomii, jak również intuicji. 

Moja pierwsza sesja

Właśnie wybijała godzina przyjścia terapeutki, gdy rozdzwonił się domofon. Słyszę znajome imię i nazwisko – wpuszczam do bloku, zapraszając na górę. Byłam bardzo ciekawa, kogo zobaczę za drzwiami.

Słyszę, że ktoś wchodzi, rozlega się dzwonek do drzwi. Otwieram i widzę szczupłą, piękną, uśmiechnięta od ucha do ucha kobietę z ogromnym łóżkiem do masażu. Z jej ust słyszę „Cześć, jestem Basia. Możemy mówić sobie na Ty?”, ja się oczywiście z chęcią zgadzam : ) Zapraszam Basię razem z łóżkiem do pokoju, Basia je rozkłada i zaczyna opowiadać. 

Basia jest aktywną fizjoterapeutką, która przeszła półtoraroczny kurs terapii czaszkowo- krzyżowej. Praca z płynem mózgowo – rdzeniowym opiera się na jego pływach, które terapeuta wyczuwa i aktywuje swoim dotykiem. Pływy są różne: podłużne, poprzeczne, długie, średnie. Aktywacja danego pływu zależy od miejsca, w którym wykonywana jest praca. Długość terapii zależy tak naprawdę od pacjenta. Basia informuje, że zazwyczaj jest to 8-10 spotkań, ale jeżeli będę chciała więcej albo mniej to już zależy ode mnie. Ona jedynie mówi swoim okiem, czy przydałoby się jeszcze popracować i nad czym.

A więc zaczynamy 

Rozpoczynamy pierwszą sesję praktyczną. Moja własna terapia czaszkowo – krzyżowa właśnie się rozpoczyna. Basia mówi, żebym wzięła ręcznik, by położyć pod głowę i tułów, będzie mi wygodniej. Tak też robię. Zaczynamy sesję. Basia pyta mnie, gdzie pracuję, jak wpływa na mnie ta praca, czy ostatnio miałam jakieś stresy. Trochę rozmawiałyśmy, później zamknęłam oczy i starałam się odprężyć. Obserwowałam, co robi Basia i jakie pojawiają się u mnie odczucia. Na początku, gdy rozpoczęła pracę przy głowie, zaczął mnie bardzo boleć jej czubek. Jakbym miała tam jakiś kamień, a z drugiej strony jakby mi ktoś ściskał czaszkę. Gdy Basia przeszła dalej ten ból ustąpił. Powiedziała mi, że ból mógł wynikać z poruszania się czaszki pod wpływem reagowania płynu mózgowo – rdzeniowego na jej dotyk. Następnie Basia przeszła do ramion, czułam, jak jedna i druga ręka się wydłuża. Jak barki odpuszczają. Nawet czułam gwałtowne drgnięcie. Gdy Basia miała rękę pod kością krzyżową, czułam duże ciepło. Biodra się rozluźniały. Na koniec Basia przeszła od stóp do ramion, zakańczając sesję. Sesja trwała około półtorej godziny. 

Basia powiedziała, że miałam spięte ramiona i barki, które udało się jej odblokować, co też sama czułam. W biodrach i kości krzyżowej mam w dalszym ciągu blokady, ale ze spotkania na spotkanie będzie lepiej. Całe ciało świetnie pracowało, Basia gratuluje mi wysiłku. Umawiamy się na kolejne spotkanie za dwa tygodnie. Jednocześnie, Basia prosi, żebym dała jej za parę dni znać, jak się czuję.

Moje odczucia

Bezpośrednio po zakończeniu sesji, gdy usiadłam na łóżku, miałam dziwne wrażenie, jakbym była wyższa. Kręciło mi się trochę w głowie. Świat wokół jakby nabrał bardziej intensywnych barw. Ogólne samopoczucie było dobre, aczkolwiek byłam troszkę zmęczona. Pomyślałam wtedy, że trochę dziwna ta terapia czaszkowo – krzyżowa. 

Ale za kilka dni zauważyłam jednak zmiany. Między innymi oddychałam głębiej i wolniej. Mówiłam spokojniej, zrobiła się większa przestrzeń myślowa. Mój chód był bardziej wyprostowany, a barki rozluźnione. Ponadto, spałam mniej niż wcześniej, a bardziej się wysypiałam. Czyli moje ciało regenerowało się szybciej. 

Kolejne spotkania

Następne spotkanie odbyło się zgodnie z ustaleniami po dwóch tygodniach od pierwszego. Basia mówiła, że jest to dobre dla organizmu, gdyż przez ten czas może sobie wszystko „poukładać”. 

Na następnych sesjach pracowałyśmy wspólnie z Basią na obszarach bioder, kości krzyżowej, głowy, ramion, przestrzeni wokół oczu, karku, klatki. Nad każdym miejscem, gdzie Basia wyczuwała blokady. Wszędzie tam przykładała lekki dotyk, który po chwili zamieniał się w przyjemne ciepło. 

W czasie sesji miewałam różne odczucia. Gdy pracowałyśmy w obszarze przestrzeni wokół oczu, widziałam kolor niebieski. W innym przypadku, gdy pracowałyśmy nad obszarem bioder, odczuwałam pociągnięcia za stopę (to nie była Basia! 😉 ), przekręcanie się stopy w jedną albo drugą stronę, a podczas jednej sesji czułam gwałtowne szarpnięcie na poziomie bioder, miednicy. Basia powiedziała wtedy, że coś zalegającego właśnie odpuściło. Bywały też momenty, w których dłonie przekręcały mi się na inną stronę albo odczuwałam wyraźne rozluźnianie się ramion. Ponadto, czułam pulsowanie energii wokół siebie, od głowy do nóg, od nóg do głowy. Odczuwałam różnice w pracy nad różnymi pływami. Nie wiedziałam, który jest który, ale czułam, że coś jest inaczej.  

Basia mówiła, że czasami wyczuwa jakie traumy ktoś przeżył, gdy ten ktoś ją do tego dopuszcza. Czasami osoby zasypiają w trakcie sesji. 

U mnie Basia wyczuwała negatywne zastoje w organizmie, ale nie dopuściłam jej do konkretnych sytuacji, które to spowodowały. Mogłam je już przerobić na poziomie umysłowym, mogłam ich nawet nie pamiętać, jednak pozostały w ciele. 

Ale jak to?

Często zadawałam Basi pytania, jak ona czuje to pulsowanie i przepływanie. I jak to się stało, że zaczęła zajmować się terapią czaszkowo – krzyżową. Basia mówiła, że kierowała nią ciekawość. Sama myślała na początku, że niby jak przez lekki dotyk można przestawiać kości i do tego wyczuwać płyn mózgowo – rdzeniowy. Uwierzyła gdy wypróbowała to na sobie. I postanowiła się tego nauczyć. 

Basia mówiła, że gdy przesuwa swoje dłonie wzdłuż ciała, to odczuwa jak płyn, podąża za jej ruchami. Mówiła, że jest to niezwykle ciekawe odczucie. Na początku, zdarza się, że musi zaczekać, aż ciało zacznie z nią współpracować. Niekiedy bywa tak, że ciało jest zmęczone, albo osoba nie do końca jest przekonana co do terapii, wtedy aktywowanie płynu mózgowo- rdzeniowego trwa trochę dłużej. 

W moim przypadku ciało i umysł było bardzo chętne w pozbyciu się traum i blokad energetycznych. Dlatego też moja terapia zakończyła się na 8 sesjach. Basia informowała mnie po sesjach, że ciało bardzo ładnie pracowało. Co też sama odczuwałam w efektach oraz w zmęczeniu po sesji. 

Dzisiaj nie żałuję żadnej chwili ani złotówki przeznaczonej na tę terapię. Wydaje mi się, ba wiem to, że chodzę inaczej niż wcześniej. Mam lepszy sen, uważniejsze spostrzeganie otoczenia. A ponadto, więcej rzeczy chce mi się robić, jestem bardziej w nich wytrwała. Myślę, że to po części efekt masażu. 

Ciekawą rzeczą jest również to, że trochę zmieniała mi się twarz w czasie trwania terapii. Niektórzy zauważali tę zmianę. Ja też ją widziałam. Nie była duża, ale zauważyłam, że kość czołowa zmieniła swój kształt. Guzy czołowe się zmniejszyły. Zaszła więc we mnie zmiana fizyczna i psychiczna. Myślę, że był to kolejny etap na mojej ścieżce : ) 

Zakończenie

Terapia czaszkowo – krzyżowa dała mi możliwość poznania świetnej osoby. Z Basią nie sposób nie nawiązać dobrego kontaktu. Czuć od niej bijące ciepło i otwartość. Zarazem profesjonalizm i wiedzę. Jeżeli chciałbyś spróbować takiej formy terapii i skorzystać z usługi świetnego fachowca, to polecam Basię. : )

Ponadto, dała mi możliwość pójścia do kolejnego kroku. Jeszcze nie wiem, jaki to będzie krok, ale wiem, że przyjdzie to do mnie samo. Chociaż ostatnio „chodzi mi po głowie” akupunktura… Może to byłoby ciekawe przeżycie?

P.S. Jeżeli chcesz, to namiary na Basię, mogę podać Ci w wiadomości prywatnej : ). 

P.S2. Terapia czaszkowo – krzyżowa dostępna jest również w ramach NFZ. 

 

TAGS
Powiązane posty

Zostaw komentarz