Podróże naziemne

Sanktuaria dla słoni – Tajlandia

Opracowała
w dniu
8 kwietnia 2020

Myślę, że większość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że słonie w Tajlandii wykorzystywane są do wielu celów zarobkowych. Jako duże i silne zwierzęta radzą sobie znacznie lepiej z ciężkimi gabarytami niż ludzie czy konie. Przy czym, jak każda istota żywa, mają swój charakter. Dlatego, słoń musi nauczyć się „słuchać” człowieka. Nie będę poruszała tutaj sposobów na wymuszenie posłuszeństwa od takiego zwierzęcia, gdyż zostało już o tym powiedziane wiele. Ważne dla mnie jest, że zaczęły powstawać miejsca, które zauważają krzywdę i wrażliwość słoni. Takie, którymi zarządzają uświadomione osoby. Miejsca te, to tajlandzkie sanktuaria dla słoni. O jednym z nich chcę opowiedzieć w poniższym wpisie ze swojej perspektywy. Pretendującego podróżnika, wegetarianki, człowieka. Istoty żywej.

Zeszłoroczna wyprawa

W czasie zeszłorocznego wyjazdu do Tajlandii widziałam ludzi jeżdżących na słoniach.

W dawnej stolicy Tajlandii, Ayutthaya, jest to jedna z atrakcji turystycznych. Turyści są wożeni na grzbietach słoni pośród zabytkowych pagod i posągów Budd. Na pierwszy rzut oka wygląda to okazale – człowiek  jeżdżący na ogromnym zwierzęciu. Jednak wygląd to nie wszystko. Pod tą zaczepioną do grzbietu słonia ogromną gondolą, kryje się historia zwierzęcia. Czasami widać na jego ciele różne zadrapania a przy nogach elementy łańcucha. Gdy spojrzałam w oczy słonia, widziałam tam wiele smutku, wściekłości i bezsilności. Poczułam z nimi silną więź.

Zastanawiałam się, czemu ludzie chcą jeździć na grzbiecie tych zwierząt. Przypomniało mi się w tym momencie Morskie Oko i mordęga koni zmuszonych do ciągnięcia powozów z ludźmi.

A co ze zwierzętami, między innymi końmi, które wykorzystywane są na przykład do wyścigów, albo do działań gospodarczych? Wydaje mi się, że o takie zwierze się dba. Zwierze jest członkiem rodziny, dzięki któremu można uzyskać jakieś dobra.

Czy o słonie w Tajlandii też dbają?

Idąc wcześniejszym tokiem myślenia, jeżeli jakiś słoń należałby do rodziny, to wydaje mi się, że dbaliby o niego jak o swojego członka. Nie widziałam jednak czegoś podobnego. Słonie noszące ludzi na grzbiecie należały do dużego przemysłu nazywanego turystyką. Widziałam, jak osoby karmią takie słonie, ale widziałam też, jak je uderzają specjalnym szpikulcem, żeby były posłuszne. Myślę więc, że należałoby ustalić, co dla kogo oznacza dbanie o zwierzę. 

Tegoroczna wyprawa

W czasie tegorocznego wyjazdu zastanawialiśmy się, czy odwiedzić jedno z miejsc, w którym podobno o słonie się dba. Takie sanktuaria dla słoni rozlokowane są w wielu miejscach Tajlandii.

Jednym z miejsc, gdzie występuje duże zagęszczenie takich sanktuariów, jest Chiang Mai i okolice. Tam też postanowiliśmy znaleźć odpowiednie miejsce na spotkanie ze słoniami.

W hotelu, w którym zamieszkiwaliśmy, było bardzo dużo ulotek oferujących atrakcje z tym związane. Wszystkie mówiły o tym, że w danym miejscu słonie nie są wykorzystywane, nie jeździ się na nich. Są odratowywane z niekorzystnych środowisk.

Jednakże ulotka ulotką, a życie życiem. Postanowiliśmy to sprawdzić w najłatwiej dostępnym źródle. Czyli Google 😉 

Zabraliśmy wszystkie ulotki do pokoju i po kolei sprawdzaliśmy komentarze osób poprzednio odwiedzających te miejsca. Ponadto, szukaliśmy też innych, których nie było w ulotkach hotelowych. Niestety, gdy dzwoniłam do kilku, których nie było na ulotkach, uzyskiwałam informację, że nie jest możliwa samodzielna wizyta naszej pary w sanktuarium. Można jedynie skorzystać z oferty dołączenia do grupy zorganizowanej. Podyktowane jest to środkami ostrożności. Przekazano mi, że sanktuaria dla słoni zapewniają słoniom swobodę w poruszaniu się po terenie placówki. 

Po długiej lekturze komentarzy i opinii zdecydowaliśmy się na Maerim Elephant Sanctuary. Nie wiedziałam, co nas tam czeka. Czy zobaczymy rzeczywiście traktowanie słoni z miłością i pasją, czy raczej pseudohodowlę, której zależy tylko na kasie?

Pan z recepcji hotelowej telefonicznie zarezerwował nam dwa miejsca w zorganizowanej grupie na następny dzień. Już jutro czekał nas cały dzień ze słoniami!

Dzień ze słoniami

Dzień ze słoniami zaczęliśmy około 9 rano. Do hotelu przyszedł po nas przewodnik pracujący w Maerim Elephant Sanctuary. Miał na imię Max, był Tajlandczykiem i miał na oko 30 lat. 

Wsiedliśmy do pick-upa, który zabierał po trasie kolejne osoby. Około godziny zajęła nam trasa do docelowego miejsca. Wyjechaliśmy poza miasto. 

Brama wjazdowa do sanktuarium

Na samym początku zostaliśmy zapoznani z planem dnia. Wyglądał on następująco:

1. Obejrzenie krótkiego filmu BHP i działalności prowadzonej przez sanktuaria dla słoni, oraz drugiego informującego o wykorzystywaniu słoni.

2. Zmiana ubrań na strój lokalnego opiekuna słoni.

3. Karmienie słoni warzywami.

4. Wizyta na plantacji bananowców, gdzie ścięliśmy bananowce dla słoni. 

5. Samodzielne robienie zupy na nasz obiad. 

6. Ponowne karmienie słoni, tym razem bananowcami, które ścięliśmy wcześniej.

7. Zabawa w błocie ze słoniami.

8. Mycie słoni w rzece.

9. Powrót do hoteli. 

Wszystko odbyło się zgodnie z planem. 

W czasie pobytu w sanktuarium zauważyłam, że każdy słoń ma jednego opiekuna. Opiekunowie mówili do słoni jakby po „słoniowatemu”. Nie krzyczeli na nie, no, chyba że któryś w trakcie spaceru zaczął zjadać bananowce należące do sąsiada albo chciał staranować mu płot. Słonie wyglądały na zadbane, opiekunowie okazywali im czułość poprzez głaskanie, podtykanie jedzenia pod trąbę. Nie zauważyłam, by słonie były wystraszone. Podchodziły do ludzi oraz nawiązywały z nimi kontakt. Dawały się dotykać, pobierały jedzenie. 

Historia sanktuarium

W czasie naszej wycieczki Max chętnie opowiadał o słoniach i o tym skąd przybyły. A właściwie skąd je odratowali. Opowiadał także, o działalności Maerim Elephant Sanctuary.

Miejsce to jest stosunkowo nowe, ponieważ działa od 2016 roku. Nie ma żadnego finansowania od państwa. Utrzymuje siebie oraz słonie z właśnie takich wycieczek, na której byliśmy my oraz z prywatnych darowizn. Tereny przeznaczone dla słoni są przez nich wykupowane. Jak również, same słonie zostały zwyczajnie wykupione od przedsiębiorstw. No może nie tak zwyczajnie, bo za ogromne kwoty, nawet 20 tysięcy dolarów. Ponadto, jak informował Max, przedsiębiorstwa nie są tak chętne do odsprzedaży słoni. 

Na tamten moment, w Maerim Elephant Sanctuary było 6 słoni. A właściwie 5 słonic i 1 słoniątko. Max przekazał, że nie mogą na razie odkupić żadnego samca, ponieważ nie mają wystarczającego terenu. Samce są samotnikami, które wracają do stada na czas godów. Zamierzają jednak wykupić dalsze tereny, by uratowanie samca też było możliwe. 

Trochę o słoniach

Słonie, które poznałam, uratowali z różnych miejsc. Z obozu jeździeckiego, z cyrku, z firm logistycznych. Słonie traktowane tam były jako rozrywka dla turystów oraz jako siła robocza. Max opowiadał, że jeden ze słoni zatrudniony był do ciągnięcia palet ze ściętym drzewem. Przy grzbietach, uszach i nogach zwierząt widziałam blizny. Max oraz opiekunowie słoni, którzy byli przy nich cały czas, informowali, że to pozostałości po poprzednich właścicielach. 

Max wiedział o słoniach bardzo dużo. W międzyczasie naszych aktywności opowiadał, że zbierają również pieniądze na naukę języka słoni. Nie dosłyszałam, gdzie jest możliwość pobierania takich nauk. Teraz, starają się porozumiewać ze słoniami, naśladując ich odgłosy. Słychać było, że im to wychodzi. 

Słonice reagowały na swoje imię, a jedna z nich miała na imię Chomphoo. Gdy, za namową opiekuna, krzyknęłam do niej „Miło Cię poznać, Chomphoo” to odpowiedziała mi odgłosem trąby. 🙂 Warto wiedzieć, że słonie są zwierzętami społecznymi. Wszystkie samice w stadzie wychowują młode, a po śmierci jednego z członka klanu, słonie długo pozostają w miejscu, delikatnie go głaszcząc, czy obwąchując. Mają też bardzo dobrą pamięć. Zapamiętają Cię jeżeli byłeś dla nich miły. 

Każdy słoń miał swoją unikatową historię, którą doskonale znali opiekunowie. W ich ruchach i gestach nie czuć było wrogości do tych stworzeń, a mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że wręcz przeciwnie. Byli w te słonie zapatrzeni. 

Ktoś zapytał Maxa, dlaczego nie wypuszczają słoni na wolność, po odratowaniu. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że akurat te słonie nie dałyby sobie same rady w dziczy, ponieważ wychowały się w niewoli. Na przykład, nie umiałyby dostarczyć dla siebie pożywienia czy uchronić się przed drapieżnikami.

Dylematy

Nawet w takim rezerwacie dla słoni, słonie nie są do końca wolne. Tłumaczenie Maxa miało sens, jednak jak sprawdzić, czy rzeczywiście tak jest? Może rozwiązaniem byłoby monitorowanie życia takiego słonia w środowisku przez określony czas. Tylko jak uchronić go przed kolejnym wyłapaniem przez ludzi? Jak sprawdzić, czy jest najedzony? Byłoby to przedsięwzięcie na szeroką skalę. 

Posunęłabym się więc o wysnucie wniosku, że sanktuaria dla słoni z prawdziwego zdarzenia, czyli takie, które o te słonie dbają, są najlepszym rozwiązaniem dla zniewolonych zwierząt. Faktem jest, że niejako nadal pozostają zniewolone. Aczkolwiek, nie wykonują już morderczej pracy i nie są dźgane hakami.

Czy są szczęśliwe? Nie wiem. Tak jak pisałam wcześniej, te słonie miały inne oczy, niż te, na których jeździli ludzie w Ayutthaya. Weselsze, żywsze. Wiem jednak, że od ludzi tam pracujących czułam chęć zabezpieczenia tych zwierząt i poszerzania swojej placówki dla ich dobra. Zdaję sobie również sprawę z tego, że niektóre sanktuaria dla słoni są kolejnym intratnym interesem i nie mają misji pomocy tym zwierzętom.

Mam jednak nadzieję, że takie szybko zamkną swą działalność. A na ich miejsce pojawią się nowe, którym los zwierząt nie jest obojętny!

Napisz w komentarzu, co Ty myślisz o tej formie ratowania zwierząt. 

TAGS
Powiązane posty
4 komentarze
  1. Odpowiedz

    Podróżnik

    9 kwietnia 2020

    Słonie, jak żadne inne zwierzęta potrafią pokazać swoją radość i smutek!

    Wystarczy popatrzeć w ich oczy.

    Świetny artykuł Marta, oby tak dalej 🙂

    • Odpowiedz

      Marta Maj

      9 kwietnia 2020

      Zgadzam się z Tobą podróżniku 🙂
      Pozdrawiam

  2. Odpowiedz

    Ewa

    9 kwietnia 2020

    Super temat, ciekawie przedstawione życie słoni .Ciekawa jestem kolejnych tematów. Zakładam że również będę czytała z zainteresowaniem

    • Odpowiedz

      Marta Maj

      10 kwietnia 2020

      Bardzo mnie to cieszy 🙂

Zostaw komentarz