Opowieści

Daj się namówić na planszówki!

Opracowała
w dniu
9 września 2020

Odkąd pamiętam, lubię grać w gry. Ale nie w gry komputerowe. W planszówki, gry towarzyskie, kalambury, zgadywanki… itp., itd. Gdy byłam mniejsza, mniej więcej w szkole podstawowej z tego co pamiętam, miałam w swoich zbiorach takie gry jak: grzybobranie, eurobiznes, bierki, domino, karty do gry, chińczyk. Na pewno było ich więcej, lecz na ten moment nie mogę sobie ich przypomnieć!

Kiedyś to było…

Pamiętam gdy czasami siedzieliśmy całą rodziną w niedzielne przedpołudnie i do godzin popołudniowych graliśmy w eurobiznes. Ileż było z tego radości, ale czasami i krzyku! Bywały też kłótnie o Wiedeń i inne strategiczne punkty ;). Natomiast wieczorami, lubiliśmy pograć sobie w gry karciane: makao, cygana, wojnę. Pamiętam również, że często graliśmy w gry słowne: np. wymienialiśmy jedno słowo, a druga osoba musiała odpowiedzieć słowem zaczynającym się od ostatniej litery poprzedniego. I tak w kółko, ale co ważne, słowa nie mogły się powtarzać. Drugą super grą, dzięki której ćwiczyliśmy swoją pamięć (dzięki Mamo!), było wymyślanie zdań. Zaczynaliśmy od jednego słowa, a kolejna osoba miała za zadanie dodać swoje słowo, kolejna osoba powtarzała oba słowa i dodawała swoje. I tak dalej, i tak dalej. Zdania musiały mieć sens. Czasami wychodziły niestworzone, fascynujące historie rudych lisów, czy kurzych oczu! Zdania te czasami były tak długie, że nie wiem, czy bym je teraz zapamiętała ;).

Aktualnie, jedną z zabaw umysłowych, w którą często gram, gdy pojadę do domu jest: „Zwierzę, o którym myślę to…” – i tutaj wymyślasz jakieś zwierzę, a inne osoby zadają pytania, na które odpowiedź może być tak, lub nie. Ulubiona gra mojego bratanka Kubusia.

Na wyjazdach z moimi przyjaciółmi również staramy się ruszać umysłami. Bywa, że często gramy w następującą grę:

Każda osoba ma karteczkę, na której zapisuje postać z ustalonego obszaru tematycznego. Zapisaną kartkę przykleja innej osobie na czoło. Osoba, która dostała karteczkę, nie może spojrzeć, co jest napisane. Gdy już każdy ma taką kartkę na swoim czole, rozpoczyna się zadawanie pytań. Pytania mogą być zadawane w taki sposób, by odpowiedź mogła być twierdząca, lub przecząca. Pytania zadawane są po kolei przez osoby, a ten, kto odgadnie kim jest – wygrywa!

Ale dobrze, dobrze… Ja się tutaj rozgaduje, a przecież chcę Ci opowiedzieć o tym co w kontekście gier planszowych działo się na Festiwalu Wibracje

A więc co tam się działo…

Na festiwalu byli różni wystawcy, z różnych części Polski i z odmiennymi produktami. Przechadzając się z Magdą (byłyśmy razem na festiwalu) wzdłuż alejek, skręciłyśmy w lewo. Okazało się, że są tam równie ciekawe miejsca, podzielone na strefy. Była tam np. Strefa Ciało, Strefa Relaksu. W niedalekich okolicach zauważyłyśmy rozłożone stoliki i krzesła. Na tych stolikach jakieś plansze, szachy, i dobry kawał drewna z wydrążonymi otworami z kamyczkami w środku. Oczywiste było, że przeznaczeniem tych materiałów jest rozpoczęcie nimi rozgrywki. Planszówki!

Tak też z Magdą uczyniłyśmy! Usiałyśmy przy stoliku ze wspomnianym wcześniej kawałem drewna, a miły pan instruktor wytłumaczył nam, o co chodzi w tej grze. Okazało się, że gra nosi nazwę MANKALA. Może znasz? Ja niestety nie znałam, a sprawiła mi niezłą frajdę. Magdzie zresztą też! Tylko spójrz: 

Nie byłabym sobą gdybym nie opowiedziała o mankali tego, czego się dowiedziałam. A więc znana jest w Afryce od bardzo dawna :). Niekiedy plemiona afrykańskie uważały tę grę za świętość. Drewniana plansza gry sporządzana była przez wiele tygodni, a ziarna roślin (najczęściej fasola) służyły za kamienie. Planszę mankali można zrobić z drogiego drewna, czy plastiku. Lecz najpopularniejszą wśród pasterzy afrykańskich wersją tej gry stanowią dołki wykopane w piasku i zwykłe kamienie. 

Zasad nie będę Ci tłumaczyć, bo przecież możesz to sprawdzić sam :). 

Inna gra, w którą grałyśmy, nosiła nazwę FORTECA. Plansza wyglądała mniej więcej w tej sposób:

Przedstawione zdjęcie pochodzi z internetu. Niestety nie zrobiłam zdjęcia planszy, która była wystawiona na festiwalu. Dowiedziałam się, że plansze były robione przez wystawców samodzielnie. Muszę przyznać, że były bardzo starannie oraz w prosty sposób wykonane. 

↓↓↓

A teraz ciekawostki! Gra Forteca znana była już w 1831 roku, grano w nią na polskich dworach. Pierwsze zapiski o niej odkryto w książce Łukasza Gołębiewskiego Gry i zabawy różnych stanów w kraju całym lub niektórych tylko prowincyjach. 

Ogólnie rzecz biorąc, gra polega na tym, że jedna osoba pełni funkcję obrońcy, druga – atakującego. Obrońca ma do dyspozycji niewielką ilość pionków (my grałyśmy, że były dwa pionki broniące), natomiast atakujący ma swoje waleczne pionki prawie na całej planszy! Gra z pozoru prosta, atakujący myśli, że z łatwością wygra (ja tak myślałam!), ale jednak trzeba główkować nad wygraną. Znalazłam informację, że gra ma wiele różnych odmian, a różnice dotyczą kształtu planszy, warunków zwycięstwa i liczby pionków. 

Fajnie się grało! Dokładne zasady możesz sprawdzić sam :). 

Kolejna gra, która zwróciła uwagę moją i Magdy, nazywała się ALKERK. Gra jest trochę podobna do warcabów. Jednak różni się tym, że bicia dokonuje się także na skos. Po planszy poza liniami równoległymi i prostopadłymi są poprowadzone linie na skos. Plansza wygląda podobnie do tej (była jednak z inną szatą graficzną):

 

Inna nazwa gry to Alquerque. A może ta właściwa jest właśnie taka? Nie wiem,  ale ważne, że chodzi o tę samą grę ;). Niektórzy badacze datują powstanie tej gry na XV w. p.n.e. Gra Alkerk trafiła do Europy wraz z podbojem Półwyspu Iberyjskiego przez Arabów. 

W jaki sposób te planszówki pojawiły się na festiwalu?

Za możliwość poznania tych gier i spędzenia z nimi miło czasu odpowiada Fundacja Groteka. Mieści się ona na warszawskiej pradze. Organizuje różne wystawy i gry pokazowe mające zachęcić ludzi do powrotu do gier planszowych. Jak poinformował nas miły pan, celem fundacji jest szerzenie wśród społeczeństwa zachwytu nas grami planszowymi. Fundacja chce przypomnieć jak to fajnie było grać w planszówki, takie, które znane były w czasach naszych babć, dziadków, rodziców. Jak dobrze jest oderwać się od monitora komputera, czy ekranu telefonu i odrobinę pogłówkować nad rozwiązaniami.  

Pan, z którym rozmawiałyśmy, informował, że jest związany z Fundacją od 1983 roku. Misja Fundacji od razu do niego przemówiła i od tamtego momentu stara się popularyzować wymarłe gry planszowe. Co ciekawe, gdy zapytałam, czy prowadzą jakiś sklep, gdzie można kupić planszówki, przekazał, że można u nich taką planszę zamówić. Jednak jest to droga sprawa i nie o to do końca im chodzi. Woleliby raczej, by gracze samodzielnie tworzyli swoje plansze (bo, jak twierdzi, nie jest to trudne) i „zarażali” swoją aktywnością inne osoby. I w sumie jest to prawdą! Zamierzamy niedługo zrobić z Matim wymienione gry używając kartonu i nakrętek od butelek, a w mankale zagramy jakimiś kamyczkami. Może jak pogoda będzie łaskawa to wykopiemy gdzieś dołki ;), 

Jak przekazał, nie tak łatwo też stać się członkiem tej Fundacji! Trzeba pokazać, że naprawdę jest się kawałem gracza. I spełniać jakieś inne kryteria, ale o to już nie dopytałam ;). 

Ponadto, Fundacja organizuje też spotkania graczy RPG. Rozgrywki trwają czasami kilka dni, ale w siedzibie Fundacji jest na to miejsce.

Fajny wynalazek te gry planszowe. Ludzie grali w nie od dawien dawna, zapewne by umilić sobie czas. Mnie też zawsze wspólne granie w planszówki, karty, czy inne sprawia niezwykłą frajdę. Co do Fundacji Groteki, może któregoś razu ją odwiedzę, może zagram w kolejną ciekawą grę, lub znowu dowiem się czegoś ciekawego od instruktorów.  Powiem Ci, że jeżeli chodzi o mnie, to fundacja zasiała we mnie ciekawość poznawania jeszcze innych gier planszowych i zrobienia własnoręcznie tych, w które grałyśmy z Magdą!

Ciekawa jestem, jaka jest Twoja ulubiona gra planszowa? Opowiedz :).

TAGS
Powiązane posty

Zostaw komentarz