Dobre rozmowy

Rozmowa z nauczycielką jogi

Opracowała
w dniu
1 kwietnia 2020

Cześć! Dzisiaj chcę Cię zaprosić do przeczytania kolejnej rozmowy. Tym razem z nauczycielką jogi. Przedstawiam Ci Martę, założycielkę jednej ze szkół jogi w Warszawie pod nazwą Santosza Joga.

Słowo „Santosha” oznacza zadowolenie. Mówi o tym, że dzięki akceptacji dla siebie, swojego ciała, ale i wszystkiego, co nam się przydarza i nas otacza, a także pielęgnowania odczuwania w sobie radości, możliwe jest osiągnięcie spełnienia. W takim też duchu prowadzona jest ta szkoła.

Z Martą, właścicielką szkoły, spotkałyśmy się u niej, w Santoszy przy ul. Wilczej w Warszawie. Miejscu, w którym słychać śpiew ptaków. Miejscu, które jest idealnie odizolowane od miejskiego zgiełku i pędu. 

KP- Korespondent pokoju

M- Marta

KP: Marta, może na początek powiesz coś o sobie?

M: Mam na imię Marta. Jestem założycielką Santoszy, szkoły jogi w Warszawie. Właściwie bardziej przestrzeni, którą tworzymy wspólnie z miastem Warszawa w ramach projektu społecznego promującego jogę wśród lokalnej społeczności. We współpracy z Fundacją Wspierania Zdrowia, projekt zakłada darmową jogę raz w tygodniu dla mieszkańców miasta oraz darmowe pokazy filmów o jodze (sprzęt zapewnia zaprzyjaźniona Fundacja Rozwoju Kinematografii, z którą razem tworzymy ten projekt). Jestem obecnie całkowicie zaangażowana w ten projekt. 

Z wykształcenia jestem tłumaczem chińskiego, przez kilka lat mieszkałam w Chinach, potem, przez kilka lat pracowałam w chińskiej korporacji. Jednak, przez ostatnie 8 lat, joga wciąż mi towarzyszyła. Niezależnie od tego, co się działo w moim życiu prywatnym i zawodowym, wejście na matę dawało mi przestrzeń na bycie ze sobą i odkrywanie. 

Nowy pomysł

Podczas wyprawy na pustynię Namibii, mając dużo czasu na rozmyślanie nad swoim życiem, przyszedł mi do głowy pewien pomysł. A gdyby tak rzucić obecną pracę i zostać nauczycielką jogi? Bardzo szybko luźny pomysł zamienił się w konkretne działanie. I, niecałe trzy miesiące później, byłam już w samolocie do Indii, lecąc na mój kurs nauczycielski 200 h. Pod czujnym i profesjonalnym okiem Lalita Kumara i jego zespołu niesamowitych nauczycieli, po miesiącu nauki, egzaminów i ciężkiej pracy, sama zostałam nauczycielką jogi! 

Po powrocie do Warszawy, latem prowadziłam dużo zajęć w plenerze – na miejskiej plaży nad Wisłą, w ogrodzie domku na Jazdowie i na znanym i kultowym Dachu Towarzyskim. Gdy nadeszła jesień, sporo osób, regularnie uczęszczających na praktykę ze mną, zaczęło pytać „Marta, ale co z Tobą będzie jesienią? Gdzie będziesz prowadzić zajęcia, jak już zrobi się zimno?”. Napisałam do kilku warszawskich szkół jogi z pytaniem, czy nie chcieliby mnie przygarnąć do swojego zespołu, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. I, znowu, zanim pomyślałam, to już otworzyłam szkołę jogi na Wilczej. I tam zostałam nauczycielką jogi.

Od jesieni mam szkołę jogi, której poświęcam aktualnie cały swój czas i energię. 

KP: Super, działasz więc w obszarze rozwojowym. Joga kojarzy mi się z takim wglądem w siebie, pozytywną energią. Stąd też jest nasze dzisiejsze spotkanie. Uważam, że szerzysz wśród innych osób dobro. W związku z tym chciałabym zadać Ci kilka pytań. 

Pierwsze pytanie brzmi: czym jest dla Ciebie dobro?

M: To jest bardzo, bardzo ciekawe pytanie. Myślę, że odpowiem na nie trochę w kontekście jogowym. Wydaje mi się, że dobro jest taką wysoko wibrującą energią. Jest poczuciem, efektem jakiegoś uczynku. To poczucie gdy ktoś coś zrobił dla drugiej osoby zupełnie bezinteresownie, po prostu, z dobrą intencją. To dobre jedzenie, przygotowane przez osobę, która włożyła w nie swoje serce. To zajęcia jogi, dające ludziom dobre samopoczucie. Dobro, to poczucie integracji, które nosimy w sobie. Tak jak powiedział kiedyś Gandhi, „Joga to jest moment, w którym to, co myślisz, to co robisz i to, co mówisz, są tym samym”. Uważam, że dopiero mając w sobie tę spójność umysłu, czynów i wyrazu, jesteśmy w stanie stworzyć tę energię, jaką jest dobro. Kiedy jest w nas integracja, stajemy się dobrzy dla siebie samych. A wtedy łatwiej jest nam wytworzyć dobro wobec innych. 

KP: Ok, z tego co powiedziałaś, wywnioskowałam, że uważasz, że dobro może być bezinteresowne, dobry uczynek może być bezinteresowny, altruistyczny. Czy mam rację?

M: Wydaje mi się, że dobru głównie  przyświeca koncepcja bezinteresowności. Moją odgórną koncepcją jest to, żeby promować jogę na świecie i żeby poprawiać samopoczucie ludzi, którzy wcześniej nie praktykowali jogi. Łączę to trochę z  podejściem altruistycznym, prowadząc bezpłatne zajęcia i organizując pokazy filmowe dla mieszkańców miasta. Ale, nie ukrywając tego, że będąc nauczycielką jogi, jestem też człowiekiem, łączę to z działalnością komercyjną, organizując również odpłatne zajęcia jogi.

KP: No tak, coś jeść trzeba. Skoro już zahaczyłyśmy o temat darmowych zajęć jogi, może rozwinęłabyś go bardziej. Jak to wygląda, w jakie dni, z jakiego powodu te darmowe zajęcia. 

M: Realizując swój projekt darmowych zajęć, chciałabym, aby joga stała się dostępna dla wszystkich, niezależnie od wieku, płci i zawartości portfela. Chciałabym dotrzeć do osób pracujących w biurze, siedzących na pełen etat. Do tych zestresowanych, potrzebujących ukojenia i relaksu. Ale takiego prawdziwego relaksu dla ciała, nie seansu Netflixa dla umysłu 🙂 Jogą, którą prowadzę, chciałabym polepszać samopoczucia, wspierać własny rozwój i otwieranie się na siebie. Swoją jogą chciałabym zasiać mini ziarno poczucia akceptacji wobec własnych ciał i ich zakresów. To moje core value – rdzeń wartości, które mi przyświecają w realizowaniu Santoszy. 

Darmowa praktyka jogi dbywa się  raz w tygodniu, w poniedziałki o godzinie 16. W ramach bezpłatnych zajęć dla mieszkańców, mając na uwadze, że joga to nie tylko asany na macie, ale i cały system filozoficzny i styl życia – wspólnie z obiema fundacjami, raz w miesiącu organizujemy też różne warsztaty tematyczne. Ostatnio odwiedziła nas Zuzia i opowiadała o Zero Waste w domu i w jodze. I Ewa Błaszczak, przedstawiając rewolucyjną metodę poprawienia swojego samopoczucia – Matematykę Serca. 

KP: Widziałam też na Facebooku pomysł wymianki ubraniowej, u was w Santoszy. 

M: Tak, zorganizowałam tę wymiankę zainspirowana własną potrzebą pozbycia się nadmiaru ubrań z szafy :). W ostatnim czasie mocno zaangażowałam się w zmianę swoich nawyków związanych z zero waste. Rozmawiając często z osobami regularnie praktykującymi w Santoszy, wyczułam, że pozbycie się nadmiaru ubrań z szafy to nie tylko moja potrzeba. I tak powstała Ubraniowa Wymianka. Każdy przyniósł swoje ubrania, których już nie nosił i (jeśli miał ochotę) mógł je wymienić na ubrania innych osób. To, co zostało, zawiozłam do Banku Ubrań – pięknej warszawskiej inicjatywy wspierającej kobiety z rodzinnych domów dziecka, które zaczynają swoją ścieżkę zawodową. Bardzo się ucieszyli.  

KP: Widać, że w Santoszy jest wiele działań, które zasługują na miano “dobrych”. Ważne jeszcze, w kontekście tematyki tego bloga jest, byś opowiedziała mi o dobrym uczynku, który ostatnio zrobiłaś.

M: Dobra. To jest trochę śmieszne. Nie takie ostatnio, bo jakiś miesiąc temu, kiedy jeszcze szkoła była otwarta, byłam w Santoszy i miałam z kimś jakieś spotkanie. Nagle wpadła do Santoszy Ania, która ma obok swoje biuro. Stanęła na progu, cała roztrzęsiona. Zapytałam się, czy wszystko u niej w porządku. Usłyszałam w odpowiedzi, że jest tak zdenerwowana, że nie wie, co ma zrobić. Zapytałam, czy mogę jej pomóc. Wzięłam ją do sali jogi i zrobiłyśmy kilka ćwiczeń oddechowych, kilka pozycji, które działają stricte na uregulowanie układu nerwowego, redukując stres i kojąc nerwy. Tymi ćwiczeniami udało się doprowadzić układ współczulny i przywspółczulny Ani do względnej równowagi. Kończyła z nogami na ścianie, w pełni zrelaksowana, a później w savasanie (pozycji końcowej, mającej za zadanie maksymalnie zrelaksować ciało). Gdy skończyłyśmy praktykę, dziękując mi, mówiła, że teraz czuje się już zrelaksowana i może spokojnie wrócić do pracy. 

I tak spełniłam swój dobry uczynek. Miałam poczucie ciepła w środku (energię dobroci, o której opowiadałam Ci powyżej) i satysfakcję, że mogłam jej pomóc.

KP: No powiem Ci, że ciekawy przypadek. Kolejnym pytaniem jest, czy łatwiej przypominasz sobie dobre uczynki, czy złe, które wykonałaś? I jak myślisz, z czego to wynika?

Myślę, że łatwiej jest mi przypomnieć sobie wszystkie moje dobre uczynki, jako, że są z nimi związane najczęściej pozytywne uczucia, takie jak radość, satysfakcja czy miłość :).

KP: Jeszcze ostatnie pytanie, które będzie uwieńczeniem naszej rozmowy.
Co dobrego dziś bądź ostatnio widziałaś?

M: Widziałam niedawno pana, właściciela warzywniaka pod moim domem, który proponował starszej pani woreczki z firanek, które sam szyje dla swoich klientów, zachęcając do nieużywania foliowych torebek. Wzruszyłam się, bo pan ma na oko 55 lat, a jest bardzo ekologicznie świadomy. I postanowił podzielić się swoją wiedzą z klientami, dając im możliwość zmiany swoich zakupowych nawyków.

KP: Małe rzeczy a cieszą. Marta, bardzo Ci dziękuję za poświęcony mi czas. Mam nadzieję, że ta rozmowa była dla ciebie przyjemnością.

M: Oczywiście, bardzo dziękuję Ci za czas poświęcony na wysłuchanie moich historii.

P.S.

Stacjonarnie Santosza znajduje się przy ul. Wilczej 27B w Warszawie. Tymczasowo, szkoła jogi Marty przeniosła się do Naszych domów 🙂 Jeśli mielibyście ochotę praktykować z powyżej przedstawioną nauczycielką jogi, możecie ją obecnie znaleźć na jej kanale Youtubowym http://www.youtube.com/c/SantoszaJoga (w każdą sobotę o 10:00 zamieszcza nowe video). Albo na Facebooku https://www.facebook.com/santoszajoga, gdzie 3 razy w tygodniu praktykuje LIVE (środa 7:00 rano, piątek 18:30 i niedziela 10:00).  Jeżeli chcecie fajną szkołę jogi, z uważnością nauczyciela na możliwości i ograniczenia to bardzo polecam! Też tam chodzę, więc może nawet się kiedyś tam spotkamy. 

A oto Marta:

fot. Paulina Myśliwiec Photography

TAGS
Powiązane posty

Zostaw komentarz