Uwierz w siebie

Myśli w mojej głowie

Opracowała
w dniu
16 września 2020

Rozmyślałam, o czym tym razem napisać artykuł. Narzucając sobie ramy cotygodniowych wpisów, z jednej strony dałam sobie niezłego kopa do działania, dzięki czemu poszukuję inspiracji, zagłębiam się w siebie i częściej zatrzymuję. A z drugiej strony, ten kop sprawia, że miewam chwile, w których nie wiem, o czym napisać (każdy temat wydaje mi się dobry, albo wręcz żaden mi nie odpowiada). Wtedy też zdarza się, że słyszę w swojej głowie myśli mnie więcej takie: „Nie wiesz co wybrać, o czym napisać, to może nie prowadź bloga. Może się do tego nie nadajesz”. 

O czym dzisiaj?

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony temu jak łatwo zaczynamy wątpić w swoje siły oraz jak łatwo jest nam popaść w negatywizm na temat nas samych.

Czy łatwiej jest Ci zauważyć dobrą rzecz, której dokonałeś, czy złą?

Zastanów się nad tym. Jaką sytuację jest Ci łatwiej sobie przypomnieć?

Mogłabym Ci pisać, że jeżeli chodzi o mnie to oczywiście, że łatwiej jest mi przypomnieć sobie dobre rzeczy itp., itd. Ale to mijałoby się z prawdą. Bo gdy mówię mojemu umysłowi:

– Przedstaw mi co dzisiaj zrobiłam dobrego!

To przetwarza to dłużej, niż gdy zadam mu pytanie:

– Co mi dziś poszło nie tak?

I to nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, a na przykład o to, że zapomniałam zabrać książkę, którą miałam pożyczyć. Zdarza się przecież każdemu! Pracuję nad sobą, by chwalić siebie za to, co zrobiłam dobrze, i nie linczować się za niewielkie potknięcia.

Myślę, że jestem na dobrej drodze, ale nie zawsze tak było!

Domyślam się także, że nie jestem jedyna w swojej wędrówce ku stawaniu się swoim przyjacielem. Może na tej drodze jesteś również Ty? 

Skąd to się bierze? 

Nad tym też rozmyślałam. Ogólnie jakiś taki rozmyśleniowy czas – trwa retrogradacja w Marsie, która sprzyja właśnie takiej sytuacji. Myśli, myśli, myśli…

Jeżeli o mnie chodzi, mogło to się wziąć ze zbyt wygórowanych oczekiwań w stosunku do samej siebie już na początku młodości. Wyrosłam w duchu, że powinnam dążyć wyżej, bardziej, przed siebie (co ogólnie jest bardzo dobre i sprzyjające, ale chyba opacznie to rozumiałam). Często gdy mi się to nie udawało, całą winą obarczałam siebie (chociaż nie zawsze cała była moja, albo w ogóle nie była moja!). Myślę, że na negatywne myślenie o sobie mogło mieć wpływ podcinanie mi skrzydeł. Może czasami podcinano je w dobrej wierze, albo nieświadomie – nie wiem. Pamiętam jednak jak się wtedy czułam – że to ja coś zawaliłam. Jak można więc lubić siebie samą, która bez przerwy robi coś nie tak we własnym życiu… No jak? 

Opowiem Ci…

Opowiem Ci jedną z takich sytuacji, która wpadła mi teraz do głowy. Gdy miałam 10, czy 11 lat śpiewałam w scholi. Miałam ładny głos i lubiłam śpiewać. Większość moich koleżanek była już w scholi, więc zapisałam się i ja. Które razu organiście spodobało się to jak śpiewam, i uznał, że nadawałabym się na zaśpiewanie niedzielnego psalmu. Ucieszyłam się, powiedziałam o tym rodzicom, babci jednej i drugiej. Byłam serio dumna z siebie i czułam, że reszta rodziny cieszy się razem ze mną. Ćwiczyłam ten psalm dzień w dzień, coś tam nawet jeszcze go pamiętam. Nadszedł dzień kolejnej próby scholi. Okazało się, że ostateczną decyzję o śpiewaniu niedzielnego psalmu podejmuje proboszcz. Pamiętam, że się zdenerwowałam i śpiewałam odrobinę za szybko, ale i tak szło mi nieźle. Jednak ksiądz okazał się być surowym decydentem i stwierdził, że psalm zaśpiewa ktoś inny. Jakież było moje rozczarowanie. Gdy mówiłam o tym babci, to płakałam. Słyszałam ten mój głosik w głowie, mówiący: „po prostu brzydko śpiewam”. Chociaż wcale tak nie było, o czym zapewniała mnie cała rodzina. Ale ze scholi się wypisałam. Do śpiewania powróciłam dopiero po kilku latach. 

I tutaj można zastanowić się nad pewną kwestią. Mianowicie, cała rodzina mówiła mi, że mój głos jest ładny, ale po prostu tym razem mi się nie udało. A mimo to sama uważałam inaczej.

Jesteśmy chyba swoimi największymi krytykami. Wydaje mi się, że nie do końca sprawiedliwymi. Taki krytycyzm łączy się też z tym jak postrzegamy nasze uczynki względem innych, czy nas samych. Wszystko wiąże się z wewnętrznym głosem, który komentuje nasze postępowanie. Słyszysz czasami ten głos, prawda? 

Według psychologów…

Według psychologów głos wewnętrznego krytyka to głos Twoich rodziców, albo innej osoby ważnej, czy w jakiś sposób znaczącej z wczesnego dzieciństwa. (Chociaż mi się wydaje, że nie powinno się to ograniczać do dzieciństwa). Psychologowie mówią też, że taki głos stara się uchronić Cię przed krytyką innych osób.

Czyli jeżeli sam ocenisz się negatywnie, masz szansę na poprawienie się i uniknięcie nieprzychylnej reakcji otoczenia.

Hmm, a więc pamiętam lepiej to, co mi dzisiaj nie wyszło, by jutro już tego nie popełnić? Sprytne te myśli. 

Podają też sposoby na radzenie sobie z tym głosem:
  • Warto byś zastanowił się nad tym, czyj głos mają te myśli, które tak świdrują w Twojej głowie. Kogo Ci on przypomina? Zastanów się, czy zdanie tych osób w danej kwestii jest dla Ciebie pomocne, ważne.

W moim przypadku wewnętrznymi krytykami jest kilka wyobrażeń osób. Ale dzięki przerobieniu pewnych rzeczy, radzę sobie i z nimi. Wiadomo, że w gorszych chwilach, zdarza mi się iść w te krytykanckie monologi – ale te gorsze chwile nie są częste :). 

  • Z negatywnych słów można też wyciągnąć korzyści! Psychologowie podpowiadają, by zastanowić się, przed czym te głosy chronią, co podpowiadają. Jak inaczej można zadbać o potrzeby poruszane przez głosy?
  • Kolejną radą psychologów jest to, by porozmawiać ze swoim krytykiem. Podyskutować z nim w głowie, dlaczego uważa tak, a nie inaczej. Skąd wynika ta jego ocena, przedstaw fakty świadczące za błędnością jego twierdzenia. 

Podałam trzy, ale na pewno każdy specjalista może mieć jeszcze inne, ciekawe sposoby na poruszaną kwestię.

Moje wypracowane sposoby

Mam swoje własne sposoby na krytyczny głos. Gdy ten głos cichnie, łatwiej jest zauważyć to, jakim jest się fajnym człowiekiem :)!

Chcę się kilkoma z nich z Tobą podzielić. 

Pierwszy to balonik:

W sytuacji nasilonego krytyka wewnętrznego umieszczam go w mentalnym baloniku, który przyczepiam z tyłu głowy. Dobrze działają na mnie obrazowe wyobrażenia więc zazwyczaj w baloniku siedzi jakaś osoba. Wtedy, w próżni balonika, głos nie jest słyszalny, a z czasem siedzący tam krytyk przestaje gadać ;).  

Drugi:

Staję w lustrze i wymieniam sobie, w czym jestem dobra. Uśmiecham się do siebie, mówię sobie komplement. Na początku były to komplementy malutkie, np. ładne masz kolczyki. Ale z czasem przekształciłam je w bardziej odważne twierdzenia. Staję przed lustrem i mówię sobie: „Co też ten głos mówi za pierdoły, przecież jesteś ekstra! Umiesz zrobić mostek ze stania!” To tylko jeden przykład. Komplementów jest wiele więcej, w zależności od kalibru negatywnego dialogu wewnętrznego. 

Trzeci:

Wypisuje sobie na kartce to, co słyszę w głowie. Następnie analizuję, czy to rzeczywiście jest prawda i czy ten głos ma rację. Czasami bywa, że rację ma, ale trochę za ostro o tym komunikuje. Wtedy mówię mu w myślach: Hola, hola, przecież nie jest aż tak strasznie. Czasami uprawiam monolog wewnętrzny. Ale któż tak nie robi? Kto nie rozmawia ze sobą w swojej głowie, niech pierwszy rzuci kamieniem!

Słyszałam też kiedyś o metodzie wypowiadania na głos myśli, które tłuką się po głowie. Dzięki temu oczyszcza się umysł. W zaciszu domowym, gdy jestem sama, czasami praktykuję tę metodę. 

Zachęcam Cię do wykorzystania jakiegoś z przedstawionych sposobów. Może któryś z nich przypadnie Ci do gustu i łatwiej będzie Ci uciszyć natrętny głosik mówiący „daj sobie spokój, nie dasz rady”.

Uważam, że dobrze jest oswoić się z tą wewnętrzną krytyką. Może też warto zrozumieć, czyje to są głosy. Niekiedy zauważymy, że są to głosy troski i ostrożności, ale… Czasami za bardzo ich słuchamy! Weryfikujmy więc to, co mówią, bo słuchając ich bez opamiętania, możemy nie raz wiele stracić. W końcu przecież do odważnych świat należy, czyż nie?

Jakie imię nosi Twój wewnętrzny krytyk? Albo imiona ;). Daj znać!

 

TAGS
Powiązane posty
2 komentarze
  1. Odpowiedz

    Ewa

    21 września 2020

    Jestem wobec siebie bardzo krytyczna co niestety nie wpływa pozytywnie na całokształt.Nauczyłam się że należy doszukiwać się w każdym dniu ,każdej chwili pozytywów.Nie przyszło mi to łatwo ,ale na szczęście mam przy sobie tak cudownych ludzi:męża,kochane dzieci,przyjaciół!!!!!!To Oni sprawiają że należy uwierzyć w siebie i powiedzieć Jesteś potrzebna,ważna.Martusiu a Ty jesteś Cudowną Osobą i zawsze taką będziesz.

    • Odpowiedz

      Marta Maj

      10 października 2020

      Dziękuję Mamuś 🙂

Zostaw komentarz