Dobre rozmowy

Dobry uczynek według Szymona

Opracowała
w dniu
4 marca 2020

W dniu 17.01.2020 r. przeprowadziłam pierwszą rozmowę z cyklu dobrych rozmów. Ale dopiero teraz udało mi się ją przelać na karty bloga. Zaprosiłam do niej mojego 22- letniego brata Szymona, by podzielił się, czym dla niego jest dobry uczynek. Szymon studiuje dziennikarstwo, interesuje się giełdą oraz psychologią i filozofią. Od dwóch lat mieszka w Warszawie.

Rozmowa z bratem odbyłam w domu rodzinnym. 


Zapraszam Cię do przeczytania naszej rozmowy : )

KP– Korespondent Pokoju

Sz– Szymon

KP: Rozmawiam dzisiaj z Szymonem na temat dobrych uczynków. Cześć Szymon!

Sz: Dzień dobry! Cześć Marta!

KP: Szymon, na początek chciałabym, zadać Ci pytanie czym jest dla Ciebie dobro?

Sz: Ooo, jakie ciekawe pytanie. Czym jest dobro? Sam definiuje dobro jako coś, co chce dawać i co mi daje satysfakcję. Czyli, to jest pewna wartość, którą daję innym, dzięki czemu jestem w niektórych elementach spełniony.

KP: A bardziej precyzyjnie?

Sz: W dużej mierze jest to takim zwykłym sensem robienia niektórych rzeczy i uczynków typu… no nie wiem. O wiele lepiej coś robić, jeżeli mam przeświadczenie, że to jest dobre. Ale na pewno, dobro definiuje jako coś w odniesieniu do drugiej osoby, albo do mnie. Według mnie trudno robić dobro bez czynnika ludzkiego, czyli bez siebie, ewentualnie bez drugiej osoby. Czyli mogę robić dobro dla psów, ale w tym dobrze ja się  realizuję, a jak robię to dobro dla innych, to realizuję się z innymi i ze sobą. Ciężko zamknąć to tak w kilku słowach, to taki dobry uczynek.

KP: No właśnie, chciałam Cię zapytać też o dobre uczynki. Co to według Ciebie jest, co dla Ciebie oznacza dobry uczynek?

Sz: Dobry uczynek to pewne działanie, które ma na celu dążenie do dobra.

KP: A gdybyś mógł zastąpić słowo „dobro” jakimś innym określeniem, wyrazem to, co to by było?

Sz: Nazwałbym to pięknem. Nazwałbym to w sumie szczęściem, bo za każdym razem gdy robię dobry uczynek, to odczuwam taką satysfakcję połączoną ze szczęściem. I to jest w zasadzie trochę egoistyczne, bo często robię niektóre dobre rzeczy po to, by czuć się dobrze, po prostu. Nawet gdy ludzie nie wiedzą o tym, że ja robię daną rzecz to i tak czuje satysfakcję, bo wniosłem coś pozytywnego. Pozytywnego dla tych ludzi i ewentualnie dla siebie, bo jak widzę, że ktoś się dzięki temu rozwija, to traktuję to po części jako takie swoje małe dzieło.

KP: Szymon, powiedz mi, proszę czy uważasz, że dobre uczynki, zachowania mogą być Twoim zdaniem altruistyczne?

Sz: Nie, sądzę, że nie mogą być. A nawet sądzę, że altruizm w mojej definicji jest najwyższym poziomem egoizmu.

KP: Dlaczego?

Sz: Ponieważ, człowiek, robiąc coś dobrego, robi to w dużej mierze po to, by komuś pomóc, ale też po to by czuć z tego satysfakcję. Dlatego, altruizm w takiej standardowej definicji, czyli robienie czegoś bezinteresownie, jest niemożliwe.

KP: Ok, więc z tego co powiedziałeś, rozumiem, że sądzisz, że z każdego dobrego uczynku wyciągamy również dla siebie korzyść.

Sz: Tak, dokładnie.

KP: Dobrze, to było takim wstępem, rozgrzaniem, ponieważ chciałam poznać Twój punkt widzenia na ową kwestię. Teraz, chciałabym, abyś opowiedział mi o dobrych uczynkach, które zrobiłeś Ty.

Sz: Hm, na pewno kilka ich było. Jest to w miarę trudne, żeby sobie tak od razu przypomnieć.

KP: Czyli ciężko jest Ci tak na szybko uzmysłowić sobie nawet ostatnio wykonany dobry uczynek?

Sz: Sądzę, że tak, bo często jak zrobię coś dobrego, to nie zwracam na to uwagi. Traktuję to jako standard, który daję ludziom albo światu i pewnie większość ludzi tak ma, że częściej spoglądają na to, co złego zrobili, a niekoniecznie pamiętają te dobre czyny. Więc w zasadzie… coś, co zrobiłem dobrego i coś, co pamiętam?

No to mogę opowiedzieć o mojej rozmowie z bezdomnym.

KP: To poproszę w rozszerzonej wersji.

Sz: No dobrze. Kiedyś wracałem ze ścianki wspinaczkowej, w środę około 22. Podszedł do mnie i do znajomego bezdomny, trochę śmierdzący alkoholem. Zapytał, czy mamy pieniądze po to, by mu dać na „piwko”. Znajomy dał mu pieniądze, a po jakimś czasie podjechał autobus i znajomy wsiadł do niego.

Ale w międzyczasie bezdomny opowiedział nam opowieść o kukułce: gdy znajomy dał temu panu pieniądze, to ten wyciągnął z kieszeni grosik i dał znajomemu. Powiedział wtedy „to na kukułkę”. Zapytaliśmy, o co chodzi z tą kukułką, bezdomny odpowiedział, że gdy jest się w lesie, trzeba mieć zawsze przy sobie grosik, bo gdy zaśpiewa kukułka i nie będzie miał ktoś przy sobie żadnych pieniędzy, to zostanie biedny. Nawet go zapytałem, skąd zna coś takiego, bo ja tego nie znałem.

Kiedy zostaliśmy we dwóch, bezdomny spytał, gdzie idę, pokazałem kierunek drogi. On zapytał, czy może iść ze mną, wyraziłem na to zgodę. Idziemy sobie, on w pewnym momencie zapytał, czy zaczekam na niego i czy by mógł sobie kupić piwo. Powiedziałem: dobra, kup, ale szybko. Wyszedł ze sklepu, kupił piwo, głośno oznajmił, że jest gotowy na przygodę! Przeszliśmy kawałek, pytałem się o jego życie, o to czemu nie pracuje etc. W zasadzie to było według mnie takim dobrym uczynkiem, bo chyba mało kto chciałby z nim rozmawiać. Ludzie nie chcą rozmawiać z bezdomnymi, szczególnie śmierdzącymi alkoholem, jest taka bariera.

KP: Jak się czułeś, rozmawiając z tym panem?

Sz: Początkowo traktowałem go z przymrużeniem oka, trochę lekceważąco. Ale po chwili stwierdziłem, że dobra tam, to jest jedna z tych okazji, w których mogę porozmawiać z bezdomnym po 22, rzadko kiedy mam takie okazje, będę korzystał z chwili. Zacząłem więc traktować go jako zwykłego człowieka, który chodzi po ulicy i pije alkohol. Opowiadał trochę o pracy. Powiedział, że nie pracuje przez alkohol, wydawało się, że miał bardzo dużą samoświadomość, w takim, niestety, pozornym sensie. Wiedział, że ma problem, ale nic z nim nie robił- choroba bezsilności. Opowiadał mi, że ostatnio znalazł kogoś zapitego na śmierć i zdziwił się trochę, że się zapił, bo on dużo wytrzymywał. No i powiem Ci, że było to dosyć ciekawe przeżycie, byłem z siebie nawet dosyć dumny, no bo najczęściej takich ludzi po prostu pomijałem.

KP: To, co się takiego stało, że tym razem go nie pominąłeś?

Sz: Sam nie wiem, stwierdziłem, że dam sobie szanse na to, by zobaczyć, jak ja sam zareaguję. Poza tym pomyślałem sobie, że nigdy nie nawiązywałem takiego kontaktu z takimi ludźmi więc może to będzie ciekawe z jakiegoś wyższego sensu. Kierowały mną pobudki związane z ciekawością.

KP: To spotkanie było według Ciebie dobre, ponieważ rzadko tacy „normalni ludzie”, niepodobni do tego pana chcą z nim rozmawiać i miał on okazję porozmawiać z kimś innym. Czy w tym sensie to był dobry uczynek?

Sz: Tak.

KP: Czy coś jeszcze widzisz innego, dobrego w swoim zachowaniu?

Sz: W zasadzie to to, że poświęciłem mu czas. Potraktowałem go jak człowieka, a nie jak wyrzutka społecznego.

KP: A jak się czułeś po tej rozmowie?

Sz: Dobrze. Co prawda, pierwsze co zrobiłem, jak przyszedłem do mieszkania, to umyłem ręce, bo o higienę trzeba dbać, również po takich spotkaniach. Trochę byłem zdziwiony własną reakcją, ale myślę, że było to całkiem pozytywne spotkanie. Dla mnie, ale i dla tego mężczyzny.

KP: Szymon, przed Tobą ostatnie pytanie. Co dziś dobrego widziałeś?

Sz: Hmm, ok. To tak na spontanie. Wstaję dziś rano. Widzę, że tata wstał pierwszy przed mamą. Patrzę na stół a tam kanapki, herbatka dla mamy. I myślę, że fajna sprawa, taka mała rzecz a ile pokazuje. 

KP: Tak, to pokazuje jak wiele dobrych, małych rzeczy, gestów jest wokół nas. Warto je dostrzec a wtedy nasze życie stanie się barwniejsze. Dziękuję Ci serdecznie za poświęcony mi czas. Mam nadzieję, że rozmowa ta była dla Ciebie przyjemnością.

A oto Szymon : )

fot. Paulina Jedlińska

TAGS
Powiązane posty

Zostaw komentarz