Podróże do wnętrza

Dawno mnie nie było… – wybaczysz?

Opracowała
w dniu
3 lutego 2021

Mój drogi czytelniku

Po długiej nieobecności wracam do Ciebie. Powracam, mimo że dawno mnie nie było. Czas, mojej absencji w formie pisanej dla Ciebie, przeznaczyłam na wiele innych zadań, których obecny status pozwala mi do Ciebie powrócić. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ brakowało mi pisania na tym blogu. W końcu po coś go stworzyłam – by pokazywać i pisać, o czymś, co ma w sobie dobro.

Jak sądzisz?

Przeglądając moje dotychczasowe wpisy (bo dawno mnie nie było), zastanawiałam się, czy są one na tyle przejrzyste, by ukazywały mój zamysł twórczy. Mianowicie, dobrą stronę życia. Czasami widać było, że tak, a czasami „poleciałam”. Jednak stwierdziłam, iż nie ma potrzeby zmiany tych artykułów, bo przecież pisała je tamtejsza Marta, która w tamtej chwili czuła się tak, a nie inaczej i napisała w taki, a nie inny sposób. A Ty jak sądzisz?

Przyznam, że te dwa miesiące były dla mnie jakieś takie trochę ciężkie. Nie zawsze potrafiłam zobaczyć pozytyw w tym co się dzieje. Czytałam, że może być to spowodowane wpływem układu planet (może tak, może nie). Fakt jest taki, że chwilami nie chciało mi się ruszyć z łóżka i zaczynać znowu robić rzeczy. Rzadziej jogowałam i medytowałam, co pewnie też zaburzyło tę wypracowaną jako taką harmonię wewnętrzną. Ale odnalazłam ją znowu. Już mówię w jaki sposób.

Jakże to się stało?!

Dzisiaj, przed napisaniem tego tekstu, wracałam z księgarni. Zrobiłam sobie dzięki temu dosyć długi spacer, a moje myśli wędrowały w różne strony. Zaczęłam ich słuchać. Okazało się, że przekazy te wcale nie były pozytywne i stąd może wziął się mój gorszy czas. Z tego niesłuchania i nieweryfikowania czy myśli, które mi się pojawiają mają jakiś związek z tym co faktycznie u mnie jest. Ślepo podążałam w ich głąb.

No niestety, czasami każdemu się to zdarza (tak mi się przynajmniej wydaje).

Gdy wkroczyłam już na drogę prowadzącą do domu, usłyszałam w niewielkiej odległości śpiew ptaków. Były to zwykłe, piękne wróbelki. Zerknęłam w górę, a tam znajdowały się 4 domki dla ptaszków. Jeden obok drugiego. Pomyślałam wtedy „nie taki człowiek zły…”. Na moich ustach zagościł uśmiech. Poobserwowałam jeszcze chwilę ptaki, one tak jakby wychodziły z tych swoich domków brzuszkami, by się przywitać. Wiem, że to pewnie moja wyobraźnia zadziałała, ale kto mi zabroni tak myśleć :).

A więc w związku z powrotem mojego bardziej uważnego patrzenia na świat (tutaj też dawno mnie nie było) postanowiłam opowiedzieć Ci, co dobrego mi się przydarzyło, co dostrzegłam podczas nieodzywania się do Ciebie. Teraz jak patrzę trochę jaśniej, to myślę, że było tego nie mało.

Dobre rzeczy

Od razu mówię, że nie pisałam ich w sposób hierarchiczny. To, co mi przyszło do głowy, o czym przypomniałam sobie fajnego, że się działo, to tu umieściłam. Więc pewnie przeczytasz zarówno o jakichś głębszych odczuciach, jak i jakiś zupełnie materialnych i przyziemnych.

  • Precel

Z każdym dniem moja relacja z tym niezwykłym pieskiem nabiera coraz głębszego sensu. Uczymy się żyć w trójkę, czasami na siebie denerwujemy, ale w większości czasu merdamy ogonem (ja i Mati to tak metaforycznie). Czuję dużą odpowiedzialność za Precla, wiem, że jest ode mnie zależny i staram się by, był zdrowy, najedzony i szczęśliwy. Nawet ubieram go w sweterek gdy wychodzimy na dwór. Od niedawna uczestniczymy też w psim przedszkolu, na którym uczymy Precelka i siebie komend, odpowiedniego wychowania psa, prawidłowej relacji zwierzę- człowiek. Muszę przyznać Precelkowi, że wychodzi mu to znakomicie!

  • Pan Lodowego Ogrodu

Wspaniała seria! Książkę już jakiś czas temu poleciła mi Olimpia (moja siostra cioteczna), mówiła wtedy, że jeżeli podobał mi się Wiedźmin, to spodoba mi się i to. I cóż, miała rację! Wciągnęłam się w przedstawiany tam świat, niektórych bohaterów polubiłam, drugich wręcz przeciwnie. Gdy przed sylwestrem skończyłam czytać pierwszy tom, bardzo chciałam mieć kolejny na sylwestrowy wyjazd. Niestety, nie udało się – drugiego tomu nie było w żadnym Empiku w okolicy, więc kupiłam inną książkę tego autora (nie żałuję!). A kolejne tomy Pana Lodowego Ogrodu zamówiłam przez Internet. Weszłam więc w nowy rok z nowymi książkami. Gdy czytam książki fantasy, zawsze fascynuje mnie to, w jaki sposób autorzy byli w stanie wymyślić taki świat, postaci itp. Niezwykłe.

  • Prezent od Matiego

Botaniki z Alchemii Lasu. Na festiwalu Wibracje, na których byłam we wrześniu, na jednym ze stoisk stacjonowała firma Alchemia Lasu. Firma ta produkuje botaniki, czyli w pełni naturalne i roślinne zastępniki kosmetyków, a także ziołowe remedia i produkty aromaterapeutyczne. Gdy powąchałam tamtejsze perfumy, zakochałam się z miejsca! Postanowiłam więc, że kupie sobie je jako prezent pod choinkę dla siebie samej. Na początku grudnia zauważyłam, że Alchemia ma promocję, 10% rabatu, a więc dawaj, kupujemy! Wysłałam maila z zamówieniem, nie odpisywali. Dzień, drugi, trzeci. Myślałam sobie, że pewnie nie dotarł mail. Wysłałam kolejny- też brak odzewu. Napisałam w końcu na FB czy dostali moje zamówienie i po jakimś czasie odpisali, informując, iż mają opóźnienie ze względu na ilość zamówień.

Jasne, wszystko rozumiem. W sumie nie dziwie się, że ludzie kupują, jak coś jest takie ekstra.

Nadszedł dzień wręczania prezentów – ja Matiemu, on mi. Gdy przyszła moja kolej, Mati poprosił, abym zamknęła oczy. Zrobiłam to, a w mojej dłoni znalazło się pudełeczko. Z Alchemi Lasu! Z botanikiem, który chciałam! Okazało się później, że nie odpisywali mi, bo poprosił ich o to Mati. Nie przewidział ten mój chłop, że sama będę chciała sobie zrobić prezent i wyszły takie oto hocki-klocki. Ale, koniec tej historii jest taki, że wszyscy byli zadowoleni, a Alchemia Lasu zyskała w moich oczach dodatkowo.

  • Wyjazd sylwestrowy

Leniuchowanie. Na Sylwestra zamówiłam mi, Matiemu i Precelkowi wyjazd pod Płock do Chaty Macieja. Znajduje się ona we wsi Dobrzyków, przy samej Wiśle, osłonięta od domostw. Niewielka murowana chata, z kominkiem, miejscem do spania, gotowania, leniuchowania. Wokół chaty było dużo miejsca do biegania, więc Precelek też miał uciechę. A my głównie siedzieliśmy i graliśmy w scribe, albo czytaliśmy książki, czy oglądaliśmy jakiś serial. Było super, bez pośpiechu, a naszym głównym obowiązkiem było utrzymanie ognia w kominku. Dawno mnie nie było w takim miejscu.

  • Wygodne krzesło do komputera

Pomysł na zakup wyszedł od Matiego, ale jakże była to świetna decyzja. Jest mi teraz o wiele wygodniej pracować, pisać, czy nawet coś oglądać.

  • Śnieg

Niby to naturalny opad atmosferyczny, ale sprawiający tyle radości. Nie tylko mi. Moja chrześnica spacerowała ze mną w śniegu, delikatnie nawet nim z Klarcią podrzucałam (był to jej pierwszy w życiu śnieg). Gdy Precel zobaczył śnieg, to szaleństwu nie było końca. Skakał jak zajączek od zaspy do zaspy, całą mordkę miał umorusaną w białym puchu. Świetnie mi się na to wszystko patrzyło. A w dodatku, mi też śnieg sprawił radość. Dawno go w takiej ilości jak wtedy nie widziałam. Dawno się nim nie rzucałam. A moja mama zrobiła bałwanki w różnych miejscach koło domu, które wszystkich witały.

To ciekawe

Kurczę, powiem Ci, że jak tak zaczęłam pisać, to się nagle okazało, że co chwilę przychodzą mi kolejne dobre rzeczy i momenty. Takie, które wydarzyły się tylko w przeciągu mojego czasu „blogowego milczenia”. Ale dobrze, już wystarczy. Resztę wypiszę sobie na papier, żeby dodatkowo utwierdzić się w tym, że to, na czym się skupiamy, to zauważamy.

A więc zdaniem kończącym będzie to, że wróciłam. Ośmielam się zaznaczyć, że postaram się jak wcześniej pisać co tydzień, jednak gdy nie będę miała weny, nie będę się zmuszać. Bo doszłam też do tego, że to nie o to chodzi, by cały czas trzymać się sztywno tych swoich reguł. Czasami trzeba odpuścić.

Dzięki! 🙂

TAGS
Powiązane posty

Zostaw komentarz